Baba po Garach_test Suzuki Burgman 650 Executive

Suzuki Burgman 650 Executive
Suzuki Burgman 650 Executive fot. WK
Kiedyś król wśród skuterów... czy nowy Burgman nadal zasługuje na miano władcy miejskiej dżungli?

[pierwsze wrażenie]
W pierwszej chwili może rozboleć nas głowa od ilości przycisków znajdujących się w Burgmanie - kierownica przypomina mostek na promie kosmicznym w Star Treku. Dobrze, że zasada prowadzenia skutera jest niezmienna oraz, że hamulce jak i rollgaz są na swoim miejscu…
Ze strachem w oczach ruszam tym monstrualnym kolosem. W szybie odbija się jakiś dzieciak siedzący na tym samym skuterze, ale zaraz, zaraz… ta kruszyna to nie dzieciak tylko ja!! Ten skuter jest naprawdę duży (zatankowany waży 278kg) na całe szczęście po dodaniu leciutko gazu - ruszam… Statecznie płynę z Burgmanem przed siebie i zastanawiam się czy Tayson płynie razem ze mną? Bo ten skuter jakiś taki lekki w jeździe się wydaje i w zupełności nie przypomina Costa Concordii.

Na pierwszych światłach dostrzegam w Burgmanie ciekawą rzecz, pomimo, iż wzrostem nie przypominam Anji Rubik to spokojnie dotykam obiema stopami ziemi (i z ręka na sercu przysięgam, że nie jeżdżę w szpilkach). A to za sprawą wyprofilowanych podestów, które mają wcięcia, abyśmy nie musieli walczyć z grawitacją na każdym światłach.
Suzuki przy projektowaniu Burgmana 650 Executive postawiło na wygodę. Widać to w elektrycznie unoszonej szybie, podgrzewanych manetkach czy podgrzewanym siedzisku!! W Burgmanie nie zabrakło również 12V ładowania oraz oparcia dla pasażera.
Doceniłam to, kiedy wybrałam się z moją rodzicielką na jednodniową przejażdżkę do Krakowa. Moja pasażerka zapierała się rękami i nogami, że tak daleko ze mną nie pojedzie, że najwyżej może ze mną wyruszyć z Warszawy do Radomia. Umowa była prosta najpierw jedziemy do Radomia, później, jeśli kondycja na to pozwoli w stronę Kielc no i możeeee później do Krakowa. Ku mojemu zdziwieniu Mama zaczęła się dopiero wiercić na kanapie, gdy naszym oczom ukazał się wawelski smok. I tak w ciągu jednego dnia przejechałyśmy razem 700km. Odwiedzając jeszcze po drodze Sandomierz oraz Opatów. Dobrze, że doba ma jedynie 24 godziny, bo nie wiem, gdzie jeszcze by nas poniosło.




[silnik]
A jak się sprawdzał skuter z dwoma „Babami” na pokładzie? No cóż, gdy na drodze trafił się jakiś zawalidroga wciskałam magiczny przycisk „Power Mode” i w ułamku sekundy silnik bardziej ochoczo zaczynał pomrukiwać, obroty wzrastały, a skrzynia dłużej przeciągała. Ktoś powie, ale on ma tylko 54KM, ale nie dajmy zwieść się tabelkom. Suzuki poprawiło kilka elementów względem poprzednika m.in. dopracowało wtrysk paliwa oraz przeniesienie napędu.
Do tego do dyspozycji miałam dwa przyciski, dzięki którym manualnie mogłam zmienić biegi. Należy jednak traktować je, jako gadżet, bo Suzuki w automacie zdecydowanie przyjemniej jeździ, a i nie trzeba mieć długich palców niczym pianista, aby dosięgnąć odpowiedniego przycisku.
Burgman dysponuje sporą ilością schowków, gdzie spokojnie pomieścimy rękawice na zmianę czy mapy. W jednym z nich znajduje się ładowanie 12V, dzięki czemu, gdy w trasie padnie nam telefon czy aparat… to spokojnie go podładujemy. Mamy też do dyspozycji centralny schowek pod siedziskiem, który zmieści dwa kaski integralne. Jednak ruszając w dalszą trasę warto pomyśleć o zamontowaniu kufra, aby nie nosić ze sobą wszystkich bambetli, gdy akurat zapragniemy zwiedzić jedno z miasteczek, przez które akurat będziemy przejeżdżać.

[prowadzenie]
Osoby, które chcą tym motocyklem jeździć po mieście ucieszy fakt, że na pokładzie mamy składane lusterka, dzięki czemu Mr. Big spokojnie przeciśnie się pomiędzy samochodami. A zdziwienie kierowców, że jednoślad może mieć taki gadżet… bezcenne!
Suzuki Burgman, jak na swoją „ciężką wagę” prowadzi się zjawiskowo-łatwo. Lubi wchodzić w zakręty i nie stawia oporu niczym byczek Fernando na kolejnych agrafkach. Lecz przy pokonywaniu nierówności takich jak tory kolejowe czy dziurawe drogi czujemy się niczym na gonitwie byków w Pampelunie - sponiewierani przez zawieszenie. Które nie absorbuje większych wybojów w szczególności, gdy dwie osoby dosiadają tego jednośladu. Natomiast hamulce są skuteczne i silne, bezproblemowo zatrzymują nawet w kryzysowych sytuacjach tak ciężki sprzęt.

[podsumowanie]
To, dla kogo jest Burgman?! To trudne pytanie biorąc pod uwagę konserwatywnych motocyklistów w Polsce, którzy na każdy sprzęt z automatyczną skrzynią biegów spoglądają z lekką pogardą. A to chyba błąd, bo reszta Europy już dawno temu doceniła maxi skutery. Oczywiście na Burgmana stać będzie niewielu, ale jeśli ktoś myśli o nowiusieńkim turystyku, którym będzie jeździł jedynie po asfaltowych wstęgach to może warto jednak rozważyć Burgmana, bo tutaj ani nie będziemy musieli walczyć na postojach z grawitacją, ani też męczyć się na parkingach dotykając opuszkami palców podłoża. Choć oczywiście, jeśli ktoś będzie chciał poczuć się niczym Ewan McGregor to raczej wybierze turystyczne enduro.

Cena modelu z ABS: 42 500zł
Więcej na: www.suzuki-moto.pl
Trwa ładowanie komentarzy...